Polskie ziny w kulturze hip hop

Polskie ziny w kulturze hip hop
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jak swego czasu doniosło Natarcie, pierwszym zinem na polskiej scenie był Peace Fighter. Liczył on sobie całe osiem stronic, a wszystko pisane było ręcznie, nieczytelnie. Zin traktował o zagranicznym hip hopie, a całość przeczytać można było w trzy minuty. Był to rok 95/96, a więc polska scena dopiero zaczynała rozkwitać. Tworzyli go chłopaki z Zielonej Góry m.in. DJP, SUN, NODAR i RODÓW.

Największy wysyp zinów plasuje się na lata 97-99. Wtedy też zaczęło wychodzić bydgoskie Natarcie tworzone przez ekipę Kloszard, która dawno ma już za sobą debiutancka płytę pt. „Stare Wino” oraz zwycięstwo na festiwalu w Białymstoku. Chłopaki zasłynęli też sobie serią koncertów organizowanych przez nich samych pod szyldem „R A P O R T”. Imprezki te były wypasione na maxa!  Ale wróćmy do Natarcia. Był to jeden z najlepiej kolportowanych i najpopularniejszych zinów. Całość składana była na maszynie, nagłówki były robione  ręcznie. Wyobraźcie sobie ile pracy trzeba było włożyć w przepisywanie zina na maszynie!

Zin Natarcie prezentował podziemne perełki. Twórcy hip-hopu nadsyłali do redakcji taśmy demo, redakcja wybierała zespoły, którym potem dawała szansę zaprezentowania się na scenie, przy okazji cyklicznych imprez (wspomnianych wcześniej Raportów).

Niedaleko trzeba było szukać, aby dociec do źródeł kolejnego zina poświęconego dla odmiany głownie czarnej scenie, filmowi S.Lee, i filozofii Malkolma X, twórczości Richarda Wrighta itp. O tym głownie traktował Rapp Style, którego twórcą solo był Struś z Nakła. Rapp  Style był zdobiony rysunkami Radka Liwienia z Olsztyna. Całość składana była przy pomocy komputera. W czasach kiedy nie łatwo było w Polsce o Source’a, Struś prezentował nam info rodem ze Stanów, opierając się głównie o przedruki i tłumaczenia.

 

W województwie kujawsko-pomorskim ukazywał się jeszcze nasz Rytm Ulicy, który szczycił się szkicowanymi ręcznie  (przez adeptów graffiti) okładkami . To my wprowadziliśmy dział Przegląd Prasy Podziemnej, Docinki (mówiący o zaprzeczeniach, bzdurach jakie polscy mc opowiadali na łamach prasy).

Tymczasem w Lublinie powstawało 6 Liter tworzone przez grupę Tak Zwanych (TZW). Dzięki niemu promocję miały składy malujące po ścianach Lublina. Dla fanów rapu, był on kolejną pozycją obowiązkową.

Ostrów Wlkp. fanatycy zaczęli kojarzy z podziemnym pismem Undaground, które powstało za sprawą determinacji Maugera. Gazetka od razu zebrała sobie pochlebne recenzje i przychylność całego podziemia. Charakteryzowała się rzeczowymi wywiadami, ciekawą, oryginalną grafiką. Znalazły się tu biografie młodych polskich zespołów.

 

Spod lady DejWu z Rudnika zaczął ukazywać się zin o wszystko mówiącej nazwie Rymowany Świat. Długie recenzje, film ,imprezki, kino, demówki, rzeczowe wywiady, przejrzystość i schludność, były wielkimi atutami tego zinka. Tu chyba po raz pierwszy ukazał się artykuł o hip hopie w internecie.

Keep It Real ukazał się 1 kwietnia 1998 roku  spod ręki kolegi o ksywce Ozee pochodzącego z Olsztyna. Kilku stronicowa gazetka traktowała głownie o amerykańskim hip hopie.

W Krasnystawie ukazywał się  zin o imieniu Frakcja, który był kontynuacją  pisemka pt. Sqad. Gazetka traktowała o desce, graffiti, miejscówkach, były też wywiady, zabrakło imprez i recenzji.

09.03.99. – w Bytomiu ukazał się  zinek pod nazwą Podziemie. Gazetka była bardzo słaba. Pisana na maszynie, wyklejana ręcznie , graficznie podła, uzupełniana gównianymi tagami robionymi długopisem.

Do zinów zajmujących się muzyką rap nie można też nie doliczyć Playa. Zinek był pół profesjonalny, można go było kupić w EMPIKACH.

World Kolorz był  najlepszym zinem o graffiti na polskiej ziemi, tworzonym przez grupę ACM i OZDIEGO z Hamburga. Na jego łamach choć w czarno-białym kolorze jak we wszystkich zinach zresztą mogliśmy oglądać obrazki z Kansas, Colorado, Kopenhagi, Seattle, Los Angeles, Indiana, Chicago, N.Y., Amsterdamu, San Francisco. Wszystkie wrzuty były oparte sensownym wprowadzeniem. Zinek wychodził już w 1997 roku.

W  Koszalinie ukazywał się zin o nazwie Art Crime. Tworzyli go ludziska z NDC CREW (TG).

Ostatnim zinkiem jaki trafił do naszej redakcji, a poświęcony był graffiti było Postscriptum, tworzone przez Hiszpana i Don Kiszota z Olsztyna. W gazetce można było znaleźć m.in. wywiadzik z Letem z TS i dużo olsztyńskich wrzutów.

Polskie ziny o tematyce hip hopowej zaczęły wymierać niemal jednocześnie w momencie kiedy na rynku funkcjonowało już kilka magazynów o kulturze hip hop, do których załączano płytę. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy też upatrywać się w popularyzacji sieci internet. O problemach z Pocztą Polską już nie wspominając.

Podsumowanie

To są moje retrospekcje, mój czas dorastania, najlepsze i niezapomniane lata zajawki. Jeszcze lepiej niż podziemie hip hopowe pod kątem zinów miały się subkultury pankowa i metalowa, gdzie co bardziej poczytne pisemka doczekały się małej poligrafii.

A jak to było w Waszym przypadku? Utożsamialiście się z jakąś subkulturą? Czytywaliście jakieś podziemne pisemka? Jeżeli tak to jakie to były tytuły, jak je wspominacie?

About the author