Czy przerwy w projektowaniu czynią regres?

Czy przerwy w projektowaniu czynią regres?
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

To naturalne, że projektanci z różnych względów boją się przestojów. Głębsze przerwy w kontakcie z Photoshopem nie muszą jednak być równoznaczne z wykluczeniem z zawodu.

Bazując na własnym doświadczeniu i na doświadczeniu kilku moich znajomych, mogę śmiało powiedzieć, że każdy z nas miał w styczności z projektowaniem dość długie przerwy i tym, którzy do projektowania powrócili krzywdy to nie wyświadczyło.

Stało się tak dlatego, że nie miało to związku z pogrążaniem się. Umysłów nie dominowała myśl typu „jeśli nie projektowanie to nic innego”. Każdy z nas próbował innych rzeczy. Niektórzy odkryli w sobie do tego smykałkę, odnaleźli się w nowych zawodach, chwalą to sobie, powodzi im się dobrze i nie żałują.

Niektórzy wracali do zawodu a inne zajęcia traktowali jako przejściowe. Nie cofali się w rozwoju, nawet jeśli w okresie pauzy nie odpalali dedykowanego projektowaniu softu.

Czytali, obserwowali, wyciągali wnioski. Czasem wyplątanie się, pauzowanie, przerwy, grzanie ławki rezerwowych przynosi z sobą więcej odpowiedzi niż działanie na siłę, w pośpiechu, bez namysłu.

Mi również przytrafiły się chwile, w których projektując czynnie nie miałem najmniejszej satysfakcji. Nie wiedziałem dlaczego, nie wiedziałem czego chcę, nie wiedziałem też, czy jeszcze mogę czegoś chcieć.

Uwolniłem więc głowę od nawałów obowiązków tego typu, postanowiłem sprawdzić się w czymś zupełnie innym. Dałem sobie czas do namysłu, do wyciągnięcia wniosków na temat tego, czego oczekuję.

Nie dotknąłem edytora graficznego przez blisko rok. I wróciłem w formie, która zaskoczyła znajomych i mnie samego. Poczyniłem znaczny progres.

Nie będę tu kłamał, że nic mi z głowy nie wyleciało. To nie tak. Gdybym miał po tej przerwie wskoczyć w młyn, w najgorętszym okresie, z marszu, tak jak stałem, to nikt by nie był ze mnie zadowolony, bo sporo zapomniałem.

Powróciłem w spokoju, z dystansem, zrelaksowany. Zasiadłem do pracy z pasją, sentymentem, chęcią. Byłem wygłodniały. I to zaprocentowało. Powoli wszedłem na obroty. Z bagażem doświadczeń i masą odważnych pomysłów.

Co jakiś czas podejmuję tego rodzaju ryzyko, żeby wracać konkretny, ze świeżym zapasem sił.

Pauzy wnoszą w moim życiu coś jeszcze. Robiąc sobie przerwy wiem, że świat nie kończy się na grafice. Najgorszą z rzeczy byłoby nie mieć zleceń i nie widzieć dla siebie perspektyw w niczym innym, nie wiedzieć i nie znać swoich predyspozycji do czegoś innego. Wtedy to by była czarna rozpacz.

About the author