Wolny strzelec jak muzyk solo skuteczniejszy od zespołu

Wolny strzelec jak muzyk solo skuteczniejszy od zespołu
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jakim cudem solista jest w stanie wydać więcej płyt niż kilkuosobowy zespół i czy wolny strzelec też może zdziałać więcej niż team?

Temat jest dość interesujący i choć nie można go traktować dosłownie, to warto się z nim zmierzyć.

Solista chodzi na kompromisy tylko z samym sobą

Zespół to inwazja kilku wrażliwych twórczo umysłów. Każdy z członków zespołu może sobie zasiąść z gitarą w samotni. Band jest w stanie przygotować więcej materiału, ale konieczne jest tutaj szukanie cech wspólnych zamysłu na płytę tak, aby stanowiła ona spójną całość.

Nim większa tu płodność członków bandu, nim większe aspiracje muzyczne poszczególnych osób wchodzących w skład zespołu i nim więcej różnic w koncepcjach na krążek, tym bardziej przypomina to nadprodukcję.

Solista polega na sobie. Pomysł na płytę jest odzwierciedleniem tego jak on ją widzi.

Być może wielu wolnych strzelców wybrało rolę samotnych jeźdźców właśnie dlatego, że chcieli mieć oni większą kontrolę nad wszystkim co dotyczy ich pracy. Część z nich wybrało pracę w charakterze wolnych strzelców ze względu na twórczą zachłanność, niechęć do dzielenia się zadaniami kreatywnymi.

Solista może ograniczyć się do roli wykonawcy

Solista może nagrać więcej płyt niż zespół, kiedy jest odtwórcą. Podkłady muzyczne i teksty tworzone są przez najętych muzyków i tekściarzy. Tym oto sposobem wykonawca użycza swojego głosu, interpretuje wynik czyjejś pracy, sprzedaje wysiłek osób trzecich firmując go swoją twarzą.

Czy widać tu podobieństwo z osobą, która prawie nie zajmuje się tworzeniem, a tylko użycza logo (marki), nazwiska? Zajmuje się znajdywaniem i prowadzeniem zleceń, których wykonanie zleca podwykonawcom. Niektóre osoby pozostają freelancerami, mają sporo zleceń, wyrobioną markę. Wykorzystują to podpierając się pracą innych osób, często wolnych strzelców.

Solista tworzy sam, ale w uproszczeniu

Bębnienie na piasku i pady perkusyjne programu Fruity Loops na iPada

Można pójść o zakład, że wielu szanujących się muzyków będących w związkach małżeńskich ze swoimi instrumentami nie ma rozeznania w sprawach komputerowych i w wirtualnych odpowiednikach sprzętowych.

Wielu muzyków zgłasza wręcz sprzeciw samplowaniu, zabieraniu się za tworzenie bez znajomości nut. Dla nich taka muzyka to nie muzyka. Podobna wojna swego czasu toczyła się pomiędzy zatwardziałymi zwolennikami fotografii analogowej i fanami fotografii cyfrowej.

Nie zmienia to faktu, że muzyk, który w danej chwili nie ma przy sobie instrumentu i gardzi technologiami, może co najwyżej pogwizdywać pod nosem melodię z nadzieją doniesienia jej do domu.

Fan nowinek tworzący na iPhonie, czy iPadzie takiego problemu nie ma, ma z sobą studio nagrań wszędzie, bez konieczności dźwigania gitary akustycznej, klawiszy, piecyka, kabli itd.

Sam proces nagrywania żywych instrumentów też jest dużo bardziej skomplikowanym procesem niż rejestrowanie pomysłów w wirtualnym studio.

Solista, beatmaker bazujący na samplach ma o tyle łatwiej, że po pocięciu próbek, buduje bębny, linię basu i przygrywki na podstawie bazy dźwięków, które zarejestrowane zostały przy użyciu żywych instrumentów dużo wcześniej.

Tak też jest z wolnym strzelcem, który wykorzystuje „półprodukty”, dostosowuje gotowe rozwiązania itp., przy czym utrzymuje wysoką jakość swoich usług przy imponującej ilości realizacji.

Solista nie musi się czasowo zgrywać

Poleganie na innych, proszenie innych, szukanie wspólnego języka z innymi w celu zrealizowania pewnych zamysłów, często spełza na niczym.

Solista zdany jest na siebie, polega na sobie. Nie jest zależny od czasu innych. Można to odnieść już do podstaw pracy zespołowej: próby, wejście do studio itp.

Praca solisty może trwać fizycznie dłużej niż praca zespołu, bo wymaga podwojenia, potrojenia sił, ale lepsze to niż sytuacja, w której poleganie na innych nie skutkuje mobilizacją do zabrania się za pracę twórczą wspólnymi siłami, bo nikt poza nim się do pracy kreatywnej nie kwapi.

Podobnie jest w pracy wolnego strzelca. Wiele osób mierzących się z freelancingiem próbowało wyklarować zespół i wiele z tych osób bardzo się na tym sparzyło. Wielu wolnych strzelców poszukiwało osób, które zainwestowałyby swój czas w sferę realizacji ich wizji, projektów autorskich, bo to oni był przodownikami, inicjatorami.

Poszukiwania tego rodzaju, rozmowy i spotkania z potencjalnymi współpracownikami pochłaniały wiele energii, czasu, a prace stały w miejscu. W końcu nic z tego nie wynikało i freelancerzy nadal zostawali (dosłownie) samotnymi jeźdźcami.

About the author