Na klientów nie ma bata

Na klientów nie ma bata
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Na klientów trzeba uważać. Poniżej znajduje się sześć grup osobniczych, mniej i bardziej groźnych. Same w sobie nie są już za ciekawe, a potrafią się jeszcze krzyżować. Dla nas projektantów ważne jest to, żeby klient angażował się w pracę z nami. Nie wszystkie z poniżej opisanych grup klientów na to stać. I tym oto sposobem powstaje jedna z barier.

1. Klient milioner

Klienci tego typu są gdzie są, mają co mają, dzięki temu jacy są. W biznesie większa ryba połyka setki mniejszych i ma z tego ogromną satysfakcję. Trzeba mieć się na baczności. Klienci tego typu bywają drapieżni, są władczy, lubią to eksponować. Obstawieni są odpowiednimi ludźmi, lubią straszyć warunkami umów, konsekwencjami, prawnikami. Są ekspansywni na nasz czas, wymagają bardzo wiele, żądają także gratisów. Nie lubią lepszych od siebie, nie lubią jak im się ktoś mądrzy. Trzeszczą wytyczne. Słowem są zdolni do prawie wszystkiego, jeśli im się nie spodobamy, czy nie sprostamy zadaniu.

Wiecie, często jakieś mające postraszyć zwroty padają w żartach. Tyle tylko, że te żarty nie są nic, a nic zabawne, ani taktowne. Taki żart nie jest żartem, bo skoro się w ten sposób żartuje to jest już za późno, bo się przecież pomyślało, powiedziało i chętnie by tego dokonało, bo to przecież takie śmieszne. I na wszelką ewentualność nasza porażka będzie dla takiego szaleńca sukcesem, a dla nas bardzo dotkliwą karą.

2. Klient uwznioślający

To klient zaangażowany. Zwyczajny jest pieścić wszystko co związane jest z jego interesami. Jest dynamiczny, otwarty, kontaktowy. Można z nim dyskutować, słucha sugestii, znajduje czas na przejrzenie projektów, telefony, maile. Możemy na niego liczyć, jeśli chodzi o materiały, dotrzymywanie umów i terminów. Mamy poczucie, że docenia naszą pracę, co więcej, czujemy, że jest to partner, że współpracujemy dla wspólnego dobra. Bajka?

Powyżej opisane zostały zalety. Nie wszystko jednak jest złotem co zwykło się świecić. Są i wady, które mogą się uaktywnić i objawić w:

  • kompletnym zdominowaniu naszego czasu i poczynań,
  • traktowaniu naszych pomysłów jako swoich,
  • rozpuszczaniu famy w stylu „co to za fachowiec, któremu trzeba mówić co ma robić”.

3. Klient handlowiec

To klient ze złotym zębem. Chodzi po targowisku, za miejsce targowe nie płaci, spod pazuchy wyjmuje patelnie, robi z nimi cuda, wykrzykując hipnotyzujące treści. Przywali z takiej patelenki w czoło i cena projektu spada. A my się możemy co jedyne zastanawiać, jak to możliwe?

4. Klient milczący abnegat

Zaletą współpracy z takim klientem jest to, że od razu wiemy, że będą problemy. Klient taki wydaje się być ciapowaty, mozolny, wyssany z energii życiowej. Niby nas słucha, ale nic go to nie obchodzi. Nie dba o terminy, właściwie wysysa nas z entuzjazmu do działania. Jego dołujące działania sprawiają, że czujemy się lekceważeni, atmosfera jest przytłaczająca, ręce opadają. Klient taki jest jaki jest, ale może też być takim pozornie…

Może przyjść moment, w którym i nam udzieli się ta senność, zaniedbamy terminy, kontakt, kształt projektu, bo dla nas cała realizacja wydaje się trwać wieki, nigdy się nie kończyć, a w samo ukończenie prac też już wątpimy.

Wtedy to jakimś dziwnym trafem niedźwiadek potrafi się z zimowego snu obudzić! Pędzi! „Prędzej, prędzej! To miało być na wczoraj, bądźmy poważni, jesteśmy dorośli”! To taki szok, techniczny nokaut.

5. Klient za murem

Nie musi być on wcale właścicielem wielkiego przedsiębiorstwa, gdzie na spotkanie z nim trzeba się wpisywać w zeszyt. Może mieć kilka firm, może prowadzić jedną małą, do której tylko wpada, bo teoretycznie pracować nie musi i cały dzień może sobie maczać kij w Wiśle. W każdym razie, jest od wiecznie zajęty, a do kierowania naszymi poczynaniami wyznaczył pracownika.

Ten pracownik, jak można się tego spodziewać ma też swoje obowiązki, a konieczność kontaktu z nami jest niczym więcej jak dodatkowym kłopotem. Jeśli będziemy mieli jakieś sugestie, potrzebowali jakiejś decyzji odnośnie kształtu dalszych prac, musimy się z nim kontaktować, a dla niego to jest często zawracaniem gitary. Podobnie jest, jeśli pytamy go o opinię odnośnie tego czy szef się na coś zdecydował, czy wystawił już opinię o projekcie, przejrzał nadesłane prace. Przecież szefa nie będzie cisnął, pospieszał. Nawet mu nie wypada.

6. Klient z gronem doradczym

O tym typie klientów było na Warstwach dość często. Dla klienta tego typu nie są istotne nasze sugestie, właściwie często w styczności z tego typu klientami można mieć wrażenie, że mamy przed sobą bramkę, od której się odbijamy. Pozytywne odczucia generują wyłącznie osoby, których się klienci tego typu radzą, do których mają zaufanie. Jeśli ich opinie na temat naszego projektu będą negatywne, bądź w przeważającej części negatywne, nie bardzo taki klient będzie chciał z nami rozmawiać, nawet jeśli projekt jest super.

Jeszcze większy  problem powstaje w momencie, gdy klient zaczyna włączać do rozmów kolejne osoby, o różnych gustach. Widzieliście kogoś kto dogodził wszystkim?

Podsumowanie

W życiu panuje prawo silniejszego. Nie zdziwi więc Was fakt, że klient milioner potrafi nosić w sobie ogień wszystkich pozostałych typów. A nawet, jeśli tego płomienia nie ma w sobie to znajdą się ludzie, którzy go nim z miłą chęcią otoczą.

About the author