Cienka granica między inspiracją, a plagiatem

Cienka granica między inspiracją, a plagiatem
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Poniższy wpis powstał na życzenie jednego z naszych użytkowników. Spróbujemy w nim znaleźć tą granicę. Granicę cienką jak nitka, granicę pomiędzy inspiracją, a plagiatem. Pod lupę bierzemy tu rzecz jasna projekty logo, projekty do druku i projekty stron www.

1. Definicja i druk

Pojęciem plagiatu określa się wierną kopię, przywłaszczenie, kradzież dzieła, czerpanie korzyści majątkowej z tytułu podpisanej własnym nazwiskiem własności intelektualnej innej osoby.

Czy musimy mieć do czynienia z wierną kopią? Myślę, że warto przyjrzeć się świetnemu postowi jaki tyczy się plagiatów: Extreme graphic design plagiarism i na podstawie tego oto obrazkowego wpisu pokusić się o jakieś wnioski.

Jak widać na większości opublikowanych w tym materiale obrazkach o ich podobieństwie i prawie do tego by mówić o kopii stanowi motyw przewodni prac, który został, albo dosłownie ściągnięty, albo nieco zmodyfikowany. Motyw przewodni stanowi więc tu pułapkę i sidła, bardzo silnie działa na wzrok i zdecydowanie świadczy o złodziejstwie. Z tym nie dyskutowałaby nawet osoba postronna. Nie pomagają tu próby przestawienia poszczególnych elementów zawartości, nie pomagają też zabiegi polegające na dodaniu własnych kształtów, innych fontów, mocniejszych, czy delikatniejszych kolorów i tekstur.

2. Kłótnia o układ treści

Toczenie wojny o podobny, albo taki sam układ treści nie ma sensu. W końcu nie istnieje tu niezliczona liczba kombinacji. Nie wypisuje się artykułów po spirali, zdania nie śmigają zygzakiem, nie przyjmują też kształtów grzybków, czy gwiazdek. Gwiazdki, grzybki i zygzaki rysowało się w przedszkolu.

3. Wojna o przejścia tonalne i kolory

Każdy z projektantów korzysta z gradientów, ale i z palet kolorystycznych. Istnieje masa narzędzi wspomagających proces tego typu, tak aby nasze kolory współgrały ze sobą, a nie się gryzły. Wpienianie się o zbliżoną kolorystykę nie ma więc sensu, jeśli inne, bardziej rozsądzające sprawę elementy grafiki nie zostały „ściągnięte z…”.

4. Znaczenie nawigacji poziomej, pionowej i znaczenie przycisków (www)

I tutaj znowu, jeśli bazuje się na powszechnych bibliotekach kształtów, korzysta się  z prostokątów i prostokątów zaokrąglonych nie ma o co toczyć sporu. Dopiero nadanie przyciskom specyficznego, nietuzinkowego charakteru może być podstawą do tego by zwrócić uwagę komuś bezczelnie kopiującemu efekty naszej pracy, często nie siląc się nawet na zmianę kolorystyki, fonta, czy wypukłości i wklęsłości przycisku. Wiemy więc już, że dość specyficzne kształty i własnego autorstwa pędzle, rendery i tekstury, stanowią dość silny argument w walce o dochodzenie praw autorskich.

Te elementy to ślady dość skuteczne. Są jak odciski palców, dna autora, jego blizny i znamiona.

5. Najwięcej mówiący top strony (www)

Wyobraź sobie sytuacje, w której wchodzisz do pokoju. Stoją tam dwie osoby. Mogą mieć na sobie takie same garnitury, identyczne buty, a na lewych ich nadgarstkach mogą połyskiwać takie same zegarki. Czy dla Ciebie i dla osób, które przyglądają się Wam zza szklanej szyby będzie jasne, że owe dwie postaci, które macie przed sobą to bliźniacy, jeśli oboje będą mieli na głowach kominiarki?

Po czym poznajemy drugiego człowieka? Po głosie i po twarzy. Głosem niech będą wymienione w powyższym punkcie autorskie shapesy, brushes. A za twarz niech posłuży nam top strony. To on dostarcza nam najwięcej danych, to on przeważa w momencie kiedy przychodzi nam coś rozpoznać, w czymś się rozeznać.

Nim top bardziej charakterystyczny, rozrośnięty artystycznie tym więcej argumentów dostarczyć nam mogą owe motywy na wypadek dokonania kopii. Zabawa z pędzlami, teksturami, umiejscowienie i efekty narzucone na warstwy, charakterystyka i umiejscowienie logo, użyte w topie zdjęcia, to wszystko stanowi nieodparte dowody złodziejstwa (jeśli rzecz stanie się faktem).

Są jednak topy proste. Na taki header składa się jednolite tło, lub gradient + logo. Elementem stanowiącym silny argument jest wtedy logo. Na minimalizmie i ascetyzmie też można się wyłożyć. Wystarczy parę zwinnych i charakterystycznych kresek podkreślających nietuzinkowość nawigacji pionowego menu i już ma się powód do wszczynania awantur.

6. Jak jest z plagiatami logo?

Ponoć logo to 90 % koncepcji. Czy powyższe (szeroko dyskutowane) wzory dostarczają przesłanek do tego, by twierdzić, że ktoś inspirował się kimś? Czy jest to inspiracja, czy już daleko idące naciągnięcie? Ten motyw, który z grubsza można nazwać kwiatowym. Otóż nigdy nie należy mówić hop. Choć tak nie jest, to w innym przypadku mogłoby być tak, że obie firmy są w jakimś stopniu powiązane z sobą.  Jedynym czego projektant musi się wystrzegać w tym temacie, to konieczność ulegania naciskom typu „panie zrób mi pan podobnie, bo tak chcę”.

Należy pamiętać, że korzystając z prostych patentów, podstawowych form i pojedynczych dajmy na to figur takich jak koło, trójkąt, prostokąt itp., nie mamy do dyspozycji nieograniczonej ilości opcji koncepcyjnych. Można zostawić tu sam obrys, można nadać im wypukłości, trójwymiarowości, można coś w nie wpisać, bądź czymś je otoczyć itp.

W podobnym do tego u góry przypadku należałoby  sobie zadać pytanie: Czy odbiorca posiadający swój sprecyzowany typ mógłby się pomylić, gdyby te logosy były metką na listku tabletek o podobnym przeznaczeniu? Albo, w jakim stopniu odbiorca może być zwiedziony, wprowadzony w błąd? Aby określić na ile jedna firma chce pojechać „na barana” drugiej, bardziej znanej na rynku i nośnej, uprawiając marketing żerujący na cudzej marce „na podłączka”.

7. Jak to z tymi inspiracjami bywa?

Czasem się człowiek zachłyśnie, a jego mózg wysyła mu sygnały, że dany pomysł to jego własne dzieło. Dlatego właśnie muzykom zdarza się pewnie użyć zasłyszanej gdzieś pośród setek tysięcy utworów melodii, dlatego tekściarzowi przychodzi uznać parę wersów za te własnego autorstwa. Z resztą przecież z ust muzyków często się słyszy, że nie słuchają tego, a tego, żeby się czasem nie sugerować.

8. Czym jest sztuka inspiracji?

Moim zdaniem inspiracja jest zbiorem najmniej kilku naszych wzorców, które są przefiltrowane przez umysł i kształtują coś na podobiznę własnego charakteru, czy stylu. Na podstawie tych wzorców (bo jakieś wyznaczniki trzeba przecież posiadać) z czasem klaruje się „ja”. Nie ma to nic wspólnego z bazowaniem na jednym konkretnym projekcie, czy skupianiem się na jednym konkretnym projektancie, artyście, bo nie dość, że jest to mocno ograniczające, to jednocześnie zwiększa zagrożenie tego, że pozwolimy sobie na zbyt wiele w tym temacie.

9. Naleciałości

 

Naleciałości można się doszukać we wszystkim, wystarczy tylko mieć głębokie rozeznanie w temacie. Najwięcej ich jednak słychać, czy widać u osób początkujących. Nie jest to złe, taka fascynacja, bo jest to etap nauki, z której ma się potem wykluć pisklę własnego stylu. Należy się mieć jednak na baczności. Nikt nie lubi być do kogoś porównywany i krytykowany za to. Ta wątła granica leży tam gdzie osoba, która stała się przedmiotem inspiracji przychylnie patrzy na owe zjawisko i jest dumna, że stała się przedmiotem zainteresowania i inspiracji. Jak wspomniałem, granica ta jest bardzo delikatna i musi krążyć wokół naleciałości, nie może za to robić za kalkę, czy bazować na elementach wykonanych przez osobę, którą przypadło nam się zachłysnąć.

10. Kto kopiuje?

Ten dureń. Kopiują osoby młode i niedoświadczone, często pod naciskiem ich pseudo -zleceniodawców, którzy chcą dokładnie „coś takiego jak to”. Kopiują także wyczerpani z pomysłów desperacji. Do złodziejstwa skłonne są też osoby naiwne i pazerne na pieniądze.

Podsumowanie

Skupiając się na www, gdyby przyjrzeć się większości skopiowanych i nakrytych projektów stron  w przeważającej większości zostały one powielone w około 70 %. Kopiści nie silą się zbytnio na zmianę kolorystyki strony i użytych w projektach fontów. To jeszcze o niczym nie przesądza. Modyfikacje dotyczą zazwyczaj układu treści i kolumn. Osoby kserujące projekt nie posuwają się do zmian użytych w projekcie kształtów, nawigacji i topu. Czyli zmieniają oni niewiele. Jest to akurat tyle, aby ich chwycić.

About the author