Robienie interesów z najlepszymi znajomymi

Robienie interesów z najlepszymi znajomymi
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Mówi się, że facetów są w stanie poróżnić kobiety i pieniądze. Czy w imię wspólnego zarabiania warto jest ryzykować wieloletnie więzi? Przecież, żeby policzyć przyjaciół to nie trzeba mieć wszystkich palców u ręki.

Do pracy po znajomości

Już samo pójście do pracy u najlepszego kumpla jest dziwne. Człowiek wyobraża sobie, że będzie mieć taryfę ulgową, że w rzeczywistości firmowej praca będzie się przeplatać ze znaną z prywatnej relacji towarzyską paplaniną.

A tu może się okazać, że Helmuta się nie poznaje. Helmut nie jest taki jak przy kiełbaskach z grilla. Helmut jest oschły i zły dla pracowników. Helmut popisuje się przed nami, kontroluje teren. Helmut nie jest ziomalem. Helmut jest katem.

I po znajomości. I po robocie.

Biznes po kumpelsku

W zasadzie zabierając się za robienie biznesu z najlepszym kumplem ciężko jest o to kto komu ma podlegać. Władczość nie jest wskazana. Nikt nie może być nad kimś i pod kimś, bo to może skutkować bardzo ciężką obrazą ambicjonalną.

Ciężko jest wyobrazić sobie inny układ. Kawałek prywatnej relacji równy z równym wnosi się w majątek firmy. Ba. Jak więź jest prawie braterska to ani jeden ani drugi typek nie będzie chciał być nad drugim, bo to trochę obciachowe.

Może i takie inicjatywy przedsiębiorcze mają plusy. Ludzie się niby znają jak łyse konie. Niby, bo czort wie co tam z kogo wylezie kiedy pojawią się problemy w interesach albo kiedy biznes wypali i uaktywni się w mózgu rejon odpowiedzialny za perfidną zachłanność.

Z przeszczepiania więzi koleżeńskiej we wspólne środowisko pracy wynika lepsze zrozumienie problemów osobistych. W końcu osoby wiedzą o sobie sporo.

Faceci też się sobie zwierzają. Te zwierzenia w prywatnym życiu nie są jednak wspólnymi problemami. Jedna ze stron się wygada. Druga wysłucha i szepnie słowo otuchy.

To zupełnie coś innego niż wspólne kłopoty w interesach. Tu inaczej postrzega się związany z nimi stres partnera biznesowego, bo jest się w połowie sprawcą jego kłopotów. Perfidnie dyskomfortowa sytuacja. Człowiek chce się zapaść pod ziemię, pokruszyć na drobne kryształki, bo dał ciała.

Nieznajomym więcej wolno?

Co gorsza, jeśli człowiek zatrudnia obcych, współpracuje z nowo poznanymi to nie wie w kogo inwestuje i spodziewa się wszystkiego. Posiada więcej czujności względem takich ludzi, pracowników, podwykonawców.

Po dobrym znajomym człowiek nie spodziewa się złego, więc mniejsza jest tolerancja błędów, większa pretensjonalność, a sam ewentualny zawód boli o wiele bardziej.

Wychodzi więc na to, że deal polegający na zaryzykowaniu więzi dla wskrzeszania wspólnej idei opartej na zaufaniu nie bardzo się kalkuluje.

Lepiej possać kciuk.

About the author